Spartanie w Białymstoku – bieg dla Julki

14-15.05.2016 Spartanie odwiedzili podlasie i pobiegli dla Julki z Białegostoku. Wspaniała atmosfera, niesamowite, biegające dzieci, kibice na trasie oraz dzieci z Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego po raz kolejny utwierdzili nas w przekonaniu, że warto BIEGAJĄC POMAGAĆ !!!

Naszą charytatywną akcję dla Julii można zobaczyć w wydaniu Obiektywu w TVP3 Białystok. Redakcja objęła patronat mediowy nad naszą zbiórką i była z nami przez cały nasz morderczy bieg! :) DO OBEJRZENIA Również serdecznie dziękujemy wydaniu białostockiemu Gazety Wyborczej! Wspaniały patron, super materiał i wsparcie w promocji!!! DO PRZECZYTANIA

Słodkie podziękowania ślemy również do THE JELLY BEAN, za zaopatrzenie naszego stoiska w kilogramy słodyczy i pomoc w loterii :)

Krótka relacja z półmaratonu :)

„Uśmiechnięty Białystok

Wyjechaliśmy z Warszawy w sobotę wczesnym rankiem. Zameldowanie w hotelu – i wyruszamy już w spartańskich strojach do odległej o 2.5 km strefy startowej. Tu rozstawienie spartańskiego namiotu, odbiór pakietów – i kłusem na start biegów dziecięcych. Najpierw maluchy – jedne walczące z wielką zawziętością, inne troszkę zagubione, zapłakane i szukające mam na mecie. Potem dzieci starsze na nieco dłuższym dystansie. Wszystkie przebiegały w szpalerze spartańskich włóczni, a potem każdy finisher chciał mieć zdjęcia ze Spartanami.
Po zakończeniu sesji udajemy się do strefy mety (znowu kawałek drogi!), tu jest też meta biegu dzieci najstarszych. Tworzymy szpaler, przybijamy piątki i gorąco dopingujemy wszystkich finiszujących. Uczestniczymy jako wsparcie przy wręczaniu medali i znowu szybki marsz do strefy startu, skąd udajemy się – kolejnych kilka kilometrów – do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego, gdzie na co dzień pracuje jeden z naszych kolegów. Odwiedzamy kolejne oddziały, wręczamy prezenty, przybijamy spartańskie pieczątki mocy i wywołujemy wiele uśmiechów u zaskoczonych pacjentów, ich rodziców i personelu.




Dostajemy sygnał, że pilnie musimy zwinąć namiot, bo trzeba oczyścić plac przed nadchodzącą nocą muzeów. Szybkim marszem idziemy do strefy startu, zwijamy namiot i wracamy (znowu pieszo!) do hotelu.
Dlaczego tak podkreślam te odległości? Jeszcze właściwy bieg się nie rozpoczął, a my już mamy kilkanaście kilometrów w nogach…
W niedzielę o 6.00 rano wyruszamy z hotelu, żeby rozstawić spartański namiot w strefie mety. Po drobnych perturbacjach w końcu się to udaje, wracamy do hotelu, śniadanie, i wyruszamy zwartą kolumną na bieg główny. W strefie startu zdjęcia z Julką, kilka wywiadów i – wreszcie start!
Pogoda całkiem dobra, słoneczna (w odróżnieniu od sobotniego deszczu), sporo kibiców na trasie – i powszechnie widoczne uśmiechy. Uśmiechają się na nasz widok kibice, uśmiechają się biegacze na licznych agrafkach (ręce bolą od przybijania piątek!), uśmiechają się policjanci i strażnicy miejscy zabezpieczający ruch, uśmiechają się kierowcy stojący w korkach. Kibice głośno nas dopingują, mnóstwo osób nas filmuje i robi zdjęcia, biegacze wyprzedzając nas klaszczą. A my – my się bawimy tym biegiem. Jedzie z nami rower z głośnikiem z play-listą przygotowaną przez Leonidasa. Co i rusz zaczynają się jakieś pląsy, przybijania piątek, rytmiczne okrzyki. To nakręca. To daje siłę. To zwraca uwagę. Niektórzy z nas mają kryzysy, ale jakoś razem dajemy radę. Wiatr wyrywa sztandar z rąk, ale kolejni podbiegający do zmiany na sztandarze często słyszą: „jeszcze nie!”.
Przed metą dołącza do nas Julka z rodzicami, i razem, w ogłuszającym i entuzjastycznym dopingu kibiców wbiegamy na metę. Wywiady, zdjęcia z Julką, mały posiłek w strefie VIP – i trzeba zwinąć namiot i wracać.

To był bardzo udany i uśmiechnięty bieg!”